Blog: Nie bierz wszystkiego na siebie

W ciągu ostatnich 6 lat przeprowadzałam się 3 razy. Pierwsze 2 przeprowadzki były nie daleko od miejsca w którym mieszkałam, około 2 do 3 kilometrów. Także sprawa była dość prosta oceniając z perspektywy czasu i doświadczenia ostatniej przeprowadzki ale o tym za moment.

Do pierwszych 2 przeprowadzek wystarczył swój samochód osobowy, czego dużym plusem jest brak dodatkowych kosztów. Ilość moich rzeczy nie była wtedy jeszcze tak okazała dlatego wystarczyło mieć  pomocnika aby wszystko poszło bardzo sprawnie. Załadowaliśmy samochód około 3 do 4 razy. Razem wnieśliśmy i wynieśliśmy wszystkie rzeczy, także dosłownie po kilku godzinkach wszystko było gotowe. Wtedy oczywiście oceniałam to wydarzenie jako coś ogromnie męczącego i cieszyłam się, że mam to już za sobą. Po 3 przeprowadzce, która zdawała się być najłatwiejsza moje zdanie się zmieniło o 180 stopni.

Ta przeprowadzka wyglądała bardzo niewinnie. Dosłownie blok obok więc lepiej być nie może, by się zdawało. Znów odeszły koszty samochodu dostawczego.

Swojego nawet nie warto było odpalać. Co to jest przenieść sobie pomału kartonik po kartoniku, torba po torbie, mebelek po mebelku, zapasowe opony i felgi z piwnicy a na koniec duży wtedy jeszcze kineskopowy telewizor.

Coś co zdawało się prostą sprawą okazało się najgorszym wspomnieniem przeprowadzki jakie mogłabym sobie wyobrazić. Osoby, które obiecały mi pomóc, niestety z przyczyn niezależnych od siebie nie mogły się pojawić. Trudno.. Wstałam rano i postanowiłam, że mając cały dzień spokojnie dam radę sama i zabrałam się do pracy.

Pierwsze kilka godzin nosiłam dzielnie wszystkie torby, reklamówki i kartony. Zapomniałabym dopisać, to był styczeń więc pogoda raczej nie sprzyjała tym spacerkom.

Po kilku godzinach już miałam serdecznie dość tej mozolnej zdawało by się syzyfowej pracy, gdyż miałam wrażenie, ze rzeczy się nie kończą. Postanowiłam, że jednak ładowanie samochodu nie będzie głupim pomysłem nawet na tak, krótką odległość i spokojnie przewiozę felgi i kilka rzeczy z piwnicy. Pomysł był świetny ale niestety auto postanowiło zatrzymać się pod 2 blokiem i więcej nie odpalić. Na szczęście w tej chwili kryzysu odezwał się do mnie znajomy z propozycją pomocy. Z ulgą przyjęłam jego pomoc i razem jakoś udało się nam przenieść najcięższe rzeczy a przede wszystkim kolega przeniósł moje koła i felgi za co do teraz jestem mu bardzo wdzięczna. Pomógł mi jeszcze przez parę godzin z innymi rzeczami. W między czasie zrobiło się ciemno i coraz bardziej zimno a rzeczy robiło się coraz mniej. Tak więc postanowiłam mu serdecznie podziękować i resztę wziąć znów na siebie. Po kolejnych 3 godzinach noszenia, zrobiłam się już naprawdę zmęczona a o 22 trzeba było zdać klucze właścicielom poprzedniego mieszkania.

Widząc, że to jeszcze nie koniec przyśpieszyłam tempo.  A w nerwach niosąc 3 litrową butle oleju wszystko rozlałam na klatce. Teraz zaczął się prawdziwy stres. Cały przedsionek i schody w oleju! No gorzej chyba być nie mogło. Na szczęście mop jeszcze nie przeniesiony więc szybko zaczęłam ścierać a raczej rozmazywać olej po klatce.

Szybko szukałam innego rozwiązania. W szafie było jeszcze parę ubrań do przeniesienia. Dokonałam ekspresowej segregacji, która bluzka najmniej mi się podoba i resztę wytarłam już pięknymi szmatkami zrobionymi z moich ubrań. Kiedy już opanowałam ten sajgon na klatce schodowej i upewniłam się, że żaden sąsiad nie spadnie ze schodów ślizgając się na moim oleju to zaczęłam dalej nosić rzeczy.

Pośpiech jednak nie okazał się jednak dobrym doradcą, jak to zwykle bywa w życiu. Spokojnie wynosiłam ostatnie rzeczy ale czas nieubłagalnie płynął. Udało mi się przełożyć zdanie kluczy na godzinę później uff..ale i tak nie dawałam rady wyrobić się w czasie. Do pomocy przyszli rodzice, których nie chciałam męczyć z uwagi na ich wiek ale nie było wyjścia.  W między czasie pojawili się właściciele mieszkania, którzy patrzyli jak wynosimy ostatnie rzeczy, co za wstyd.

Telewizor, który miał tam zostać okazał się niepotrzebny więc musiałam też go wynieść. Nikt nie był wstanie go unieść. Dzwoniłam do kolejnego przyjaciela modląc się aby nie był w pracy. Udało się! przyjechał za moment i dał radę wynieść tę kolubrynę. Wieczór skończył się krótko przed północą i był to chyba najdłuższy dzień w moim życiu. Nikomu nie polecam takiej przeprowadzki na własną rękę. A tym bardziej rezygnacji z samochodu – jakiegokolwiek. Mam nadzieję, że moja ostatnia przeprowadzka będzie już z ekipą i samochodem do tego przeznaczonym. A Wam polecam na przyszłość znalezienie pewnych osób do pomocy lub wynajęcia profesjonalistów. Pakowanie rzeczy w opisane kartony to też dobre ułatwienie ale pewnie o tym akurat wiecie. 🙂 A wszystkim, którzy mi wtedy pomogli jeszcze raz bardzo dziękuję.

Kropka.N

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proudly powered by WordPress | Theme: Baskerville 2 by Anders Noren.

Up ↑